Od nauczycielki do prezeski DeeZee: droga Dominiki Żak
Droga Dominiki Żak do DeeZee nie zaczęła się od planu budowy dużej marki e-commerce. Zaczęła się od pracy nauczycielki języka niemieckiego, chronicznego braku pieniędzy i szukania sposobu, by poprawić własną sytuację. Dopiero kolejne decyzje — sprzedaż na Allegro, budowanie poduszki finansowej, własny sklep, produkcja i pozyskanie inwestora — doprowadziły ją do roli prezeski.
Od nauczycielki do pierwszej sprzedaży
Dominika od drugiej klasy szkoły podstawowej kochała język niemiecki. Chciała zostać nauczycielką i dyrektorką szkoły, podobnie jak jej mama. Uczyła w liceum i dawała korepetycje, ale mimo pracy stale brakowało jej pieniędzy. W Warszawie sprawdzała ceny w restauracjach i nie mogła kupować ubrań ani butów tak, jak chciała.
Zaczęła dorabiać, wyszukując na bazarach w Jarosławiu i na Stadionie Dziesięciolecia rzeczy, które mogła sprzedać na Allegro kilka złotych drożej. Nie były to wielkie marże, lecz praktyczna lekcja rozpoznawania produktu, za który ktoś chce zapłacić.
Przełom przyszedł na warszawskich targach Erotikon. Przy stoisku angielskiego dostawcy zobaczyła sandały, ale sprzedaż była wyłącznie hurtowa, a minimalne zamówienie wynosiło 12 par. Nie miała na nie pieniędzy. Po wspólnie spędzonym wieczorze dostawcy z Birmingham wysłali jej jednak towar w komis. Dominika sfotografowała buty na własnych nogach i wystawiła je na Allegro w czasie, gdy jej abonament internetowy działał tylko od godziny 23:00 do 1:00. Następnego wieczoru odkryła, że wszystkie pary sprzedały się w jeden dzień.
Oddała dostawcom pieniądze, zamówiła 36 kolejnych par i ponawiała ten proces. Ze szkoły odeszła dopiero po półtora roku. W tym czasie odkładała pieniądze i budowała poduszkę, zamiast zakładać, że pojedynczy udany test wystarczy do bezpiecznej zmiany zawodu.
Sklep internetowy powstał z konkretnej potrzeby
Przez długi czas sprzedaż na Allegro była wystarczająca. Zmianę wymusiły stylistki wypożyczające buty do sesji w magazynach. Nie mogły podpisać produktu jako „Dominika Żak na Allegro”, więc potrzebna stała się nazwa i własne miejsce w sieci. Stronę za około 3000 zł, pożyczone od mamy, wykonał znaleziony na Allegro pan Paweł. Tak marka zyskała adres, pod którym można było ją wskazać w prasie.
Rozwój produkcji również odbywał się etapami. Dominika kupowała kolekcje od dostawców z Anglii, Francji i Włoch, a później zamawiała niewielkie serie istniejących modeli z własnym logo. Przez dwa–trzy lata co miesiąc latała do Wielkiej Brytanii. Typowe zamówienie obejmowało około 60 par jednego modelu, czasem udawało się wynegocjować 36.
Silny sygnał marki przyszedł od klientek. Gdy dostawały buty innych producentów, zwracały je, bo chciały produkt DeeZee. Podobnie zadziałały białe pudełka z logo, użyte początkowo tylko jako rekwizyt w dwumetrowych „pokoikach instagramowych”. Zdjęcia wywołały zwroty i pytania o pudełka, których klientki spodziewały się w przesyłce. Estetyczny content ujawnił oczekiwanie, które należało przełożyć na realny produkt.
Wzrost marki zależał od cash flow
Przejście do produkcji w Azji wymagało znacznie większego kapitału. Między zamówieniem a sprzedażą mijało około sześciu miesięcy: produkcja i transport statkiem zamrażały pieniądze. Dominika podkreśla, że w takim biznesie sama sprzedaż i marża nie wystarczą. Bez zdrowego cash flow nawet dobry produkt nie chroni firmy przed stresem i zależnością od banków, dostawców oraz pogody.
Biznes modowy jest szczególnie wymagający. Wojna, pandemia albo ciepła zima mogą zatrzymać sprzedaż kolekcji, mimo że produkt, zespół i ceny zostały dobrze przygotowane. To dlatego do dalszego wzrostu DeeZee potrzebny był inwestor. Gdy wszedł do firmy, obrót wynosił około 18 milionów złotych, a biznes był na minusie. Później firma doszła do około 130 milionów obrotu i równowagi finansowej. Dominika zaznacza przy tym, że obrót nie jest prywatnym dochodem właściciela — dopiero po odjęciu wszystkich kosztów widać rzeczywisty wynik.
Więcej o odpowiedzialności rosnącej wraz ze skalą przeczytasz w artykule o zobowiązaniach przedsiębiorcy. Przy budowie zespołu pomocne są również materiały o skutecznym delegowaniu i planowaniu działań w zespole.
Najtrudniejsze lekcje z 18 lat prowadzenia DeeZee
Jedną z najmocniejszych lekcji Dominiki jest ograniczone zaufanie. Chciała pomagać ludziom i długo zakładała, że inni będą odwzajemniać taką postawę. Doświadczenia nauczyły ją, że biznes wymaga umów — również przy małych współpracach — oraz przechowywania ich tak, aby były dostępne, gdy pojawi się konflikt.
W okresie poszukiwania inwestora inna firma próbowała przejąć DeeZee w sposób, który Dominika ocenia jako nieuczciwy. Po raz pierwszy poczuła, że chce odpuścić walkę. Członkowie zarządu — Maciek i Paweł — zauważyli, że przestała być sobą. Wtedy skorzystała z profesjonalnego wsparcia Tatiany. Regularne spotkania pomogły jej uporządkować sytuację, przygotować się do rozmów i odzyskać sprawczość. Dominika porównuje takie wsparcie do wizyty u dentysty: poważnego problemu nie zawsze da się rozwiązać samodzielnie.
Dlaczego Dominika zdecydowała się na kolejną zmianę
Po 18 latach DeeZee było jej „pełnoletnim dzieckiem”. Firma działała, lecz nowych wyzwań było coraz mniej. Jednocześnie praca zabierała czas rodzinie: partnerowi Marcinowi, córce Marcelce i mamie. Szczególnie mocno zapamiętała momenty, gdy nocą córka wołała tatę, a nie ją.
Dominika pozostała inwestorką i największą udziałowczynią DeeZee, ale zaczęła budować biznes oparty na marce osobistej, mentoringu i produktach cyfrowych. Zanim weszła w nowe środowisko, zrobiła research: rozmawiała z Kamilą Rowińską, Magdą Pawłowską i innymi osobami, które już znały ten rynek. Jej zdaniem szacunek dla doświadczenia innych pozwala uniknąć błędów i wejść do branży bez udawania, że zaczyna się od zera.
Nowy projekt rozwijała z tą samą konsekwencją, która wcześniej budowała DeeZee. Przez lata publikowała nawet 10 postów dziennie na Facebooku i 6 na Instagramie. Na początku nowej drogi analiza i tworzenie treści zajmowały jej czasem 9–11 godzin dziennie; później, dzięki zespołowi, około 5–6. Jej celem był milion obserwujących, a codzienna publikacja stała się najważniejszym biznesowym zadaniem dnia. Za widocznym wzrostem nie stał więc pojedynczy trik, lecz długotrwała praca.
Co wynika z historii Dominiki Żak i DeeZee?
- Testuj popyt małym krokiem. Pierwsze 12 par nie wymagało od razu budowy fabryki ani dużego magazynu.
- Nie odchodź bez zabezpieczenia. Dominika przez półtora roku łączyła szkołę ze sprzedażą i odkładała pieniądze.
- Słuchaj zachowania klientek. Zwroty innych marek i pytania o pudełka pokazały, czego naprawdę oczekiwały.
- Pilnuj przepływu pieniędzy. Przy fizycznym produkcie sześciomiesięczne zamrożenie kapitału może zdecydować o przetrwaniu firmy.
- Rób umowy. Dobre relacje nie zastępują zabezpieczenia współpracy na trudniejszy czas.
- Przed zmianą zbadaj nowe środowisko. Rozmowy z praktykami skracają drogę i pomagają zrozumieć realia rynku.
- Rozpoznaj moment, w którym sukces przestaje wystarczać. Zmiana może wynikać nie z porażki, lecz z potrzeby nowego wyzwania i innego życia.
Chcesz rozwijać firmę, procesy i kompetencje biznesowe w społeczności przedsiębiorców? Poznaj RBC Master Club Biznes.
FAQ
Czym zajmowała się Dominika Żak przed DeeZee?
Była nauczycielką języka niemieckiego w liceum i udzielała korepetycji. Sprzedaż internetową rozwijała równolegle przez półtora roku, zanim odeszła ze szkoły.
Jak powstał pomysł na sprzedaż butów?
Na targach w Warszawie Dominika poznała angielskich dostawców. Otrzymała w komis 12 par sandałów, wystawiła je na Allegro i sprzedała w jeden dzień.
Dlaczego DeeZee potrzebowało inwestora?
Produkcja w Azji oznaczała około sześciu miesięcy między zamówieniem a możliwością sprzedaży. Rosnąca skala wymagała kapitału, którego nie dało się bezpiecznie zgromadzić wyłącznie z bieżącej działalności.
Czego Dominika nauczyła się o prowadzeniu firmy?
Wskazuje między innymi znaczenie cash flow, konsekwencji, researchu, profesjonalnego wsparcia oraz podpisywania umów nawet przy pozornie drobnych współpracach.
Skomentuj