Postanowienia noworoczne: dlaczego upadają i ile celów naprawdę warto sobie postawić

Styczniowa lista wygląda zwykle podobnie: siłownia trzy razy w tygodniu, angielski trzy razy w tygodniu, więcej czasu z rodziną, wolne weekendy, dwadzieścia książek, kurs online, studia podyplomowe i przy okazji forma życia. Do czerwca zostaje z tego zwykle nic.

I nie dlatego, że zabrakło charakteru. Dlatego, że ta lista od początku była nie do zrobienia — a jedyne, czego naprawdę uczy, to nieufność do własnych postanowień w kolejnym roku.

Dlaczego styczniowe listy upadają

Postanowienia powstają w bardzo specyficznym stanie: na fali entuzjazmu, zwykle między świętami a sylwestrem, kiedy poprzedni rok jest już zamknięty, a nowy jeszcze niczym nie rozczarował. W tym stanie łatwo założyć, że w dwanaście miesięcy nadrobimy to, czego nie zrobiliśmy przez ostatnie pięć albo dziesięć lat.

Obrazek z tego nagrania, który dobrze to pokazuje: ktoś, kto przez dziesięć lat odżywiał się w określony sposób i dobiegał najdalej na przystanek autobusowy, planuje sobie maraton na wrzesień. Nie triathlon jako marzenie na kiedyś — konkretny start za osiem miesięcy.

To nie jest ambicja. To jest błąd w szacowaniu — i on ma nazwę.

Zasada, którą warto znać — i kto ją naprawdę sformułował

Zasada brzmi tak: przeceniamy to, co jesteśmy w stanie osiągnąć w ciągu roku, i nie doceniamy tego, co możemy osiągnąć w ciągu dziesięciu lat.

Krąży po polskim internecie z różnymi autorami i najczęściej bez źródła. Warto więc wiedzieć, skąd naprawdę pochodzi. Najstarszy udokumentowany ślad prowadzi do Roya Amary, badacza ze Stanfordu, który w latach sześćdziesiątych sformułował myśl, że przeceniamy wpływ technologii w krótkim okresie, a nie doceniamy go w długim — stąd znane dziś prawo Amary. Bardzo podobne zdanie zapisał Bill Gates w posłowiu do wydania „The Road Ahead” z 1996 roku: ludzie często przeceniają to, co wydarzy się w ciągu dwóch lat, i nie doceniają tego, co wydarzy się w ciągu dziesięciu. Bywa też przypisywana Arthurowi C. Clarke’owi, Peterowi Druckerowi i Tony’emu Robbinsowi.

Sens jest w obu wersjach ten sam i wart zapamiętania w dwóch zdaniach: rok jest krótszy, niż Ci się wydaje. Dekada jest znacznie dłuższa.

Czas nie jest z gumy

To najbardziej bezlitosna część całej rozmowy o celach — i ta, którą przy planowaniu pomija się najczęściej.

Doba ma dwadzieścia cztery godziny i nowe cele nie dokładają się do Twojego dnia. One coś z niego wypychają. Jeśli do Twojego życia wchodzi kilka godzin opieki nad dzieckiem dziennie, to coś innego musi z niego wyjść. Jeśli dokładasz trzy treningi tygodniowo, to te godziny są dziś czymś zajęte — i trzeba nazwać czym.

Stąd bardzo proste ćwiczenie, które warto zrobić przy każdym celu: dopisz obok niego, co przestaniesz robić. Jeśli nie potrafisz wskazać niczego, to znaczy, że ten cel nie ma jeszcze miejsca w Twoim kalendarzu — i w marcu przegra z rzeczami, które je mają.

Maksymalnie trzy cele

Konkretna rada, którą Kamila Rowińska formułuje w tym materiale: wytycz sobie maksymalnie trzy cele na rok.

I drugi warunek, ważniejszy od liczby: wyznacz je na bazie własnych dotychczasowych wyników — odrobinę wyżej, a nie „nagle wszystko”. Jeśli w zeszłym roku przeczytałaś sześć książek, celem nie jest pięćdziesiąt. Jeśli firma urosła o dwadzieścia procent, celem nie jest potrojenie.

To brzmi mniej efektownie niż mapa marzeń, ale ma jedną przewagę: da się to dowieźć. A jeśli dowieziesz trzy cele do czerwca — nikt nie zabroni Ci dołożyć kolejnych w drugiej połowie roku. Normy zawsze można przekroczyć. Nie da się natomiast odzyskać wiary w siebie po roku, w którym nie wyszło nic.

Uzasadnienie tej zasady jest w nagraniu podane wprost i warto je zacytować: nie ma nic bardziej demotywującego niż dowiedzieć się w czerwcu, że ani jeden, ani drugi, ani trzeci cel na pewno nie zostanie zrealizowany — bo już po wynikach widać, że to niemożliwe. Pół roku z taką świadomością robi więcej szkody niż skromniejsza lista w styczniu.

Kierunek na dekadę, cele na rok

Z pozoru to sprzeczność: skromne cele roczne i jednocześnie myślenie w kategoriach dziesięciu lat. W praktyce jedno wynika z drugiego.

Kamila opowiada, że budując firmę szkoleniową, wiedziała, w jakim kierunku zmierza, i rozpatrywała to w perspektywie dekady. Nie wiedziała dokładnie, gdzie dojedzie — ale wiedziała, dokąd idzie. I to jest różnica między kierunkiem a punktem.

Skutek był bardzo praktyczny: skoro plan miał dziesięć lat, była gotowa dłużej czekać na wyniki i więcej inwestować — także występować na początku bez wynagrodzenia, bo wiedziała, do jakiego punktu to prowadzi. Przy planie rocznym takie decyzje wyglądają na stratę czasu. Przy planie dziesięcioletnim są inwestycją.

I odwrotna strona tej samej monety, może najważniejsze zdanie w całym materiale: kiedy zakładasz, że wszystko wydarzy się w ciągu jednego roku, nie jesteś gotowa zapłacić ceny, której ten cel naprawdę wymaga. Duże cele mają wysoką cenę — czasu, pieniędzy, rezygnacji. Rozłożona na dekadę bywa do udźwignięcia. Ściśnięta do dwunastu miesięcy nie jest.

Niecierpliwość, która wygląda jak ambicja

Trzy sytuacje z nagrania, w których to widać najwyraźniej:

Para po ślubie. Od razu dom, do tego dwa dobre samochody, udane wakacje, dwie rozwijające się kariery i dzieci — najlepiej takie, które jakoś same się sobą zajmą. A kiedy dzieci się pojawiają, trzeba zwolnić albo z czegoś zrezygnować, bo doba się nie rozciągnęła.

Nowa praca albo nowe stanowisko. Po roku pojawia się frustracja, że nie ma jeszcze awansu, tytułu i pozycji.

Nowe konto w mediach społecznościowych. Oczekiwanie wyników w pierwszym roku — przy porównywaniu się z ludźmi, którzy robią to od dekady.

We wszystkich trzech przypadkach progres w rok jest jak najbardziej możliwy. Niemożliwe jest tylko jedno: żeby wszystkie osiągnięcia przyszły naraz, w tym samym roku.

Jak wyznaczyć swoje trzy cele — procedura

  1. Wypisz swoje wyniki z ostatnich dwóch–trzech lat w obszarze, który Cię interesuje. Bez tego nie masz punktu odniesienia, tylko życzenia.
  2. Ustal poziom „odrobinę wyżej”. Nie dziesięć razy wyżej. Tyle, ile realnie wynika z Twojej dotychczasowej krzywej.
  3. Sprawdź kalendarz i wskaż, co z niego wychodzi. Każdy cel potrzebuje godzin, które dziś są czymś zajęte.
  4. Zapisz cenę każdego celu — czas, pieniądze, rezygnacje, cudza pomoc. Cel bez wpisanej ceny to marzenie.
  5. Wyznacz dwa momenty kontroli, najlepiej koniec marca i koniec czerwca. Nie po to, żeby się rozliczać, tylko żeby zdążyć zareagować.
  6. Zapisz, po czym poznasz, że cel jest już nieaktualny. Czasem zmieniają się okoliczności i uczciwe odpuszczenie jest lepsze niż ciągnięcie czegoś do grudnia z poczucia obowiązku.

Jeśli Twoim problemem nie jest wyznaczanie celów, tylko ich porzucanie w połowie — to osobna sprawa i osobny tekst: jak kończyć rozpoczęte projekty.

Cztery najczęstsze postanowienia i co z nimi zrobić inaczej

Zamiast listy pięćdziesięciu pomysłów — cztery, które wracają co roku najczęściej, przełożone na cele, które da się dowieźć.

„Zacznę chodzić na siłownię trzy razy w tygodniu.” Trzy razy to dwanaście wyjść w miesiącu przy zerowym punkcie startu. Realny cel na pierwszy kwartał: jedno stałe wyjście w tygodniu o ustalonej porze. Nudne — i dlatego przetrwa do marca. Częstotliwość dokłada się wtedy, gdy nawyk już stoi, a nie na starcie.

„Nauczę się angielskiego.” To nie jest cel, tylko obszar. Cel brzmi: trzydzieści minut trzy razy w tygodniu przez kwartał albo zdany konkretny egzamin w listopadzie. Pierwszy da się sprawdzić w każdą niedzielę, drugi ma datę.

„Będę spędzać więcej czasu z rodziną.” Najczęściej niespełniane postanowienie, bo nie ma w nim żadnej liczby ani żadnej rezygnacji. Wersja wykonalna: jeden wieczór w tygodniu bez telefonu i laptopa, wpisany do kalendarza jak spotkanie. I odpowiedź na pytanie, co w tym czasie przestajesz robić.

„Zacznę oszczędzać.” Bez kwoty i bez terminu to deklaracja. Z kwotą, dniem miesiąca i zleceniem stałym — cel. Najlepiej ustawiony na dzień wypłaty, nie na koniec miesiąca, kiedy zwykle nie ma już z czego odkładać.

Zwróć uwagę, co łączy wszystkie cztery poprawione wersje: mniejsza ambicja, konkretna liczba, jasny termin i wskazane miejsce w tygodniu. To nie jest obniżanie poprzeczki — to jest jedyny sposób, żeby w ogóle dało się sprawdzić, czy poprzeczka została przeskoczona.

Co zrobić z celami, których nie dowiozłaś w zeszłym roku

Zanim ułożysz nową listę, zrób jedną rzecz z listą starą — najlepiej na piśmie i bez rozliczania się.

Podziel niezrealizowane cele na trzy grupy. Pierwsza: te, które przestały być ważne — z nich po prostu rezygnujesz i skreślasz je bez wyrzutów. Druga: te, które były ważne, ale nierealne w takiej skali — wracają w mniejszej wersji. Trzecia: te, które były ważne i realne, a mimo to nie wyszły — i tylko tą grupą warto się zająć poważnie.

Przy trzeciej grupie zadaj jedno pytanie: w którym momencie to się rozsypało? Zwykle okazuje się, że nie w grudniu, tylko w drugim albo trzecim tygodniu — i że w kolejnym roku rozsypie się dokładnie tak samo, jeśli nic nie zmienisz w tym jednym miejscu.

Checklista stycznia

  1. Wypisz wyniki z ostatnich dwóch lat, zanim cokolwiek zaplanujesz
  2. Wybierz maksymalnie trzy cele
  3. Przy każdym zapisz, co przestaniesz robić
  4. Przy każdym zapisz jego cenę
  5. Sprawdź, czy któryś nie wymaga zgody albo wsparcia innej osoby
  6. Wpisz do kalendarza dwa terminy kontroli
  7. Zapisz kierunek na najbliższe lata — jedno zdanie, nie plan
  8. Odłóż listę na tydzień i przeczytaj ją jeszcze raz na chłodno

Sześć błędów

Lista dwudziestu postanowień. Im dłuższa lista, tym pewniejsze, że nie zostanie z niej nic.

Cele bez oparcia w dotychczasowych wynikach. Skok o rząd wielkości zdarza się rzadko i zwykle nie dlatego, że ktoś go sobie postanowił w styczniu.

Brak rezygnacji z czegokolwiek. Doba się nie rozciąga. Jeśli nic nie wychodzi, nic nowego nie wejdzie.

Brak momentu kontroli. Bez marcowego przeglądu dowiadujesz się o porażce w grudniu, kiedy nie da się już nic zrobić.

Porównywanie swojego pierwszego roku z czyimś dziesiątym. To najczęstsza przyczyna porzucania rzeczy, które po prostu potrzebowały czasu.

Porzucanie wszystkiego po pierwszym potknięciu. Jeden opuszczony tydzień nie unieważnia roku — unieważnia go dopiero decyzja, że „i tak już nie ma sensu”.

Najczęstsze pytania

Czy postanowienia noworoczne w ogóle mają sens?
Mają, jeśli są celami, a nie życzeniami. Różnica jest prosta: cel ma liczbę, termin, cenę i moment kontroli. Życzenie ma tylko dobre intencje.

Dlaczego akurat trzy?
Bo tyle da się realnie utrzymać w głowie i w kalendarzu przez dwanaście miesięcy. Przy pięciu zwykle dwa są pozorne, a przy dziesięciu żaden nie dostaje wystarczająco uwagi.

Co, jeśli w marcu okaże się, że cel był za trudny?
To najlepszy możliwy moment, żeby się o tym dowiedzieć. Zmniejsz go albo przesuń termin — świadoma korekta w marcu jest czymś zupełnie innym niż ciche porzucenie w maju.

Czy trzeba czekać do stycznia?
Nie. Data 1 stycznia nie ma żadnej mocy sprawczej; ma ją tylko moment, w którym siadasz do wyników i kalendarza. Wrzesień działa równie dobrze.

Jak pogodzić cele prywatne z zawodowymi?
Traktując je jako jedną pulę czasu, a nie dwie osobne listy. Trzy cele oznaczają trzy łącznie — nie trzy w pracy i trzy w domu. Więcej o gospodarowaniu tą pulą: co wpływa na skuteczność.

Podsumowanie

Postanowienia noworoczne nie upadają z braku silnej woli. Upadają dlatego, że powstają w trybie entuzjazmu, bez oparcia w dotychczasowych wynikach, bez wskazania, co ma z życia wyjść, i bez momentu, w którym można zareagować.

Trzy cele, wyznaczone odrobinę powyżej tego, co już potrafisz, z zapisaną ceną i dwoma terminami kontroli, dadzą Ci w grudniu więcej niż lista dwudziestu punktów napisana 31 grudnia. A jeśli dołożysz do tego kierunek na najbliższą dekadę — okaże się, że masz czas na rzeczy, które w perspektywie jednego roku wyglądały na niemożliwe.

Jeśli planujesz nie tylko swój rok, ale i rok firmy, opisałam osobno cały proces: podsumowanie roku w firmie.


Zamień plan w wykonanie

Największa różnica między listą a wynikiem nie leży w samych celach, tylko w tym, jak zorganizujesz wokół nich swój czas. Jeśli chcesz to poukładać — sprawdź autokurs „Maksymalna Produktywność”.

Źródła: Roy Amara, Institute for the Future — koncepcja znana jako prawo Amary (lata 60. XX w.); Bill Gates, „The Road Ahead”, posłowie do wydania z 1996 r. Cytat bywa przypisywany także Arthurowi C. Clarke’owi, Peterowi Druckerowi i Jimowi Rohnowi — atrybucja nie jest jednoznaczna.

Artykuł został opracowany między innymi na podstawie materiału: «Nie przeceniaj swoich możliwości! POWER PONIEDZIAŁEK 153», opublikowanego na kanale Kamila Rowińska w serwisie YouTube. Treść została rozbudowana, zweryfikowana i uzupełniona o dodatkowe źródła, przykłady oraz opracowanie własne.

Powiązane artykuły

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *